Autobus z Ułan Bator do Olgii - Mongolia

48 godzin autobusem – Mongolia

16/06/2015

Jedziemy do Olgii (region Bayan-Olgii). Decydujemy się jechać do Ałtaju, w góry. W końcu po to tu przyjechaliśmy. Będzie ciężko i skomplikowanie, jeżeli chodzi o transport i same góry, bo trzeba wszystko ze sobą nosić. Nie ma raczej szansy na zdobycie jedzenia poza wodą.

Szukamy autobusu do Olgii na Dragon Center ( na zachód od centrum Ułan Bator). Odnajdujemy autobus. Najgorszy na całym dworcu. Tak, to właśnie w tym autobusie spędzimy 48 godzin. Ponad 1600 km za jedyne 80 000 tugrików (około 40€).

Bagaże są wkładane do środka autobusu. Nie ma tu bagażnika. Jest nas około 36 osób. Każdy z jedną albo i dwiema wielkimi walizkami. Do tego siatka z jedzeniem, torebka, plecak podręczny, albo wielki karton owinięty kolorowym urodzinowym papierem.

Przed wrzuceniem bagażu do autobusu pan kierowca wraz ze swoim pomocnikiem waży każdą paczkę. Mój plecak 15 kg. Od Filou 19 kg. Jakiś chłopak zaczyna układać bagaże w przejściu autobusu następnie po nich skacze, żeby je dobrze upchać! Nie wiem gdzie są nasze plecaki. Mam nadzieję, że jeszcze coś po nich pozostanie! Najważniejsze rzeczy mamy w małych plecakach, ale całe jedzenie, ciastka, kilka słoików wszystko w plecakach!

Wywoływanie pasażerów w mongolskim autobusie
Wywoływanie pasażerów w mongolskim autobusie

Żeby wejść do autobusu trzeba czekać, aż kierowca wywoła nazwisko pasażera. Udaje mi się zrozumieć moje imię. Nasze rezerwowane miejsca (mieliśmy wybór między przodem a tyłem autobusu) są odwrócone tyłem do jazdy, z samego przodu. Miejsca 22 i 23. Tak więc, będziemy przez 48 godzin oglądać wszystkich pasażerów.

Cała logistyka, wkładanie bagaży, zajmowanie miejsc przez ludzi zajmuje ponad godzinę. Żeby usiąść na swoim miejscu trzeba przejść po wszystkich bagażach, które są w przejściu, pod siedzeniami, przed siedzeniami i nad siedzeniami. Zatem, nie zostaje zbyt wiele miejsca na nogi.

Autobus jest chyba przepełniony, bo ludzie siedzą również na walizkach, a na naszej ławeczce dla 5 osób, siedzi 6 dorosłych + dziecko.

Ktoś przenosi dziecko przez okienko autobusu. Dziecko krzyczy wniebogłosy. Ojciec na zewnątrz ciągnie za nogi, a pasażerowie popychają głowę chłopczyka.

Kiedy wszyscy zajęli już swoje lub jakiekolwiek miejsca. Pan kierowca jeszcze raz wyczytuje listę obecnych masochistów, bo jak inaczej nazwać ludzi, którzy dobrowolnie wybierają taki środek transportu? No, może jedynie cena jest zachęcająca…

No nic, w końcu jedziemy.

Stacja benzynowa na stepie - Mongolia
Stacja benzynowa na stepie – Mongolia

Autobus zatrzymuje się, co najmniej, co 30 min nie wiadomo po co? Na jednym z postojów podchodzi do nas pan z ruchu drogowego, który też z nami jedzie. Chwilę rozmawiamy, pan dobrze mówi po angielsku, a nawet po czesku, przez rok mieszkał w Czechach i na Słowacji. Pytamy, dlaczego jedziemy tak starym i zgruchalym autobusem, kiedy jest tyle nowoczesnych autokarów? Pan na to, „to rosyjski autobus, może mało wygodny, ale bardzo wytrzymały. Nie zawsze będziemy jechać po asfalcie”.

Kontrola policji. W autobusie pospolite ruszenie. Wszyscy zajmują swoje miejsca i te od sąsiada, bo jedzie nas więcej niż jest miejsc w autobusie, a to, wygląda na nielegalne.

Pani w nowoczesnym kapeluszu i okularach słonecznych, siedząca na przeciwko nas, ściąga nakrycie głowy, zakłada chustkę i modli się pochylając głowę na torebkę – pewnie muzułmanka, w końcu region, do którego jedziemy, jest zamieszkiwany w większości przez ludność kazachską, która wyznaje islam.

Znowu postój. Jakaś ciężarówka ma problem. Nasz kierowca wyskakuje, żeby pomóc. Ja idę z aparatem, żeby zrobić zdjęcie zgromadzeniu mężczyzn przy silniku ciężarówki. Robię zdjęcie z daleka, żeby nie przeszkadzać. Nasz kierowca zasłania się i potem na mnie krzyczy, i pokazuje że mam wchodzić do autobusu. Zdjęcie zrobione, ale nie rozumiem, w czym problem? Może ciężarówka wcale nie ma problemu? Może to jakiś przemyt? I dlaczego tylko ja mam wracać do autobusu skoro na zewnątrz stoi kilku pasażerów?

Wieczorem autobus zatrzymuje się w tzw. guandz (lokalna knajpa). Zamawiamy coś na ślepo z pomocą jednego z pasażerów. Filou danie dosyć dobre. Jak zwykle mięso to baranina. Jest trochę mocne i ma specyficzny smak. Moje danie to zupa mleczna z ryżem i małymi budzami czyli pierożkami z baraniną. Przypominało mi to danie z dzieciństwa – makaron z mlekiem.

Noc. Kompletnie nie umiem sobie znaleźć miejsca do spania. Nogi wiszą mi w powietrzu, bo siedzę przy drzwiach ze schodami. Filou wstaje, oddaje mi swoje miejsce, a sam stoi albo siada na schodkach próbując zasnąć, ale chyba ani on, ani ja nie zmrużymy oka tej nocy. Moi ławeczkowi sąsiedzi zajmują dużo miejsca. Dziewczyna z gitarą co chwilę się na mnie kładzie, albo wbija mi łokcie w uda no i do tego ta gitara, która się zsuwa i kłuje mnie w plecy!

Wnętrze mongolskiego autobusu
Wnętrze mongolskiego autobusu

Okazało się, że najlepszymi miejscami były miejsca bez rezerwacji siedzeń. Panowie położyli się na bagażach, między siedzeniami i pewnie byli jedynymi osobami, które przespały całą noc.

Rano autobus zatrzymuje się na poranną toaletę. Panie się czeszą, wszyscy myją zęby i ręce. Nasza toaleta ma miejsce na bezkresnym stepie. Niestety wszystkie plastykowe butelki, służące za kran, pozostają na stepie. Przykry widok. Żeby iść za potrzebą ciężko znaleźć miejsce, bo wszędzie płasko, trzeba się doszukiwać czegoś w rodzaju rowu albo kamienia, no chyba że robi się siusiu na środku stepu zakrywając się przepasaną na biodrze chustą lub sukienką, tak jak to robią wszystkie Mongołki czy Kazachki. Ja niestety jeszcze tej techniki nie opanowałam.

Naprawa autobusu na stepie - Mongolia
Naprawa autobusu na stepie – Mongolia

Wszyscy w Mongolii straszą, że drogi czasami są zmyte przez deszcz, albo że ich po prostu nie ma, albo że trzeba się przeprawić przez rzekę. Dzisiaj po raz pierwszy, miałam okazję widzieć jak to rosyjski pojazd spisuje się na przeprawie, nie przez rzekę, ale kałużę wielkości jeziora! Woda wlała się do środka do wysokości pierwszego stopnia, więc zaraz pod moimi nogami, ale autobus bez problemu przejechał :)

Pytam dziewczynę z gitarą, czy mogę pograć. Gitara okropnie rozstrojona. Próbuję nastroić, ale taki hałas w autobusie, że nic nie słyszę.
Dzieci i studenci, łącznie z właścicielką próbują coś tam brzękać, zupełnie wydawałoby się nie zwracając uwagi na dysonans wychodzącego brzmienia. Jeden ze studentów mówi, żebym coś zagrała, próbuję mu wytłumaczyć, że gitara nienastrojona, ale, że mogę nastroić. Podaje mi gitarę, mam wrażenie, że gitara nigdy nie była nastrojona, albo, co najmniej od 2 wieków. Naciągam delikatnie dwie pierwsze struny, delikatnie, bo nie wiem jak bardzo są stare. Trzecią strunę popuszczam, boję się ją naciągać, więc delikatnie popuszczam i tu krach! Struna popuściła, nie strzeliła, ale popuściła przy gryfie! Do wyrzucenia, cholera, mogłam w ogóle nie dotykać, w końcu to stara gitara ze starymi strunami! Pokazuję to właścicielce instrumentu, jest zdegustowana, nic nie mówi po angielsku, więc żadne tłumaczenie nie miało sensu. Pokazała mi tylko z pogardą, żebym już nie dotykała jej instrumentu. No tak, może nikt tu nie potrzebował nastrojonej gitary, po co? Przecież grała, co nie?

Spędziliśmy kolejną noc w autobusie. Przespaliśmy prawie całą.

Filou w mongolskim autobusie
Filou w mongolskim autobusie

Przez całą drogę nikt nie wysiadł, za to wsiadły dwie dziewczyny z kilkoma ogromnymi paczkami. Tylko w nas wzbudziło to przerażenie. Gdzie upchamy ich bagaże i gdzie będą siedzieć? Ku naszemu zdziwieniu autobus bardzo miło przyjął dwie nowe pasażerki i sprawnie zajął się ich paczkami. Dziewczyny usiadły między siedzeniami koło „naszych” schodków. Jak dla mnie to same plusy, z racji tego, że nie było już gdzie dać bagaży, paczki wylądowały na schodach, więc nogi już nie latały mi w powietrzu. Pewnie, dlatego było mi znacznie wygodniej tej nocy, jeżeli mogę tak to nazwać…

Podczas tych 48 godzin drogi, kilku studentów nieśmiało do nas zagaiło. Skąd jesteśmy? Po co jedziemy do Olgii? Czy Mongolia nam się podoba? Poza tym nie wzbudziliśmy żadnego większego zainteresowania. Zauważyliśmy już to wcześniej, że Mongołowie są obojętni wobec turystów, a może nawet ich nie lubią? Za to jestem pod wrażeniem jak są solidarni i pomocni miedzy sobą. W autobusie, mimo, że nikt się prawie nie zna, wszyscy ze sobą rozmawiają, każdy na każdym śpi, ludzie wołają do kierowcy, kiedy chcą postój, kierowca robi listę, kto chce, co jeść, żeby złożyć zamówienie do guandz zanim dojedziemy, trzech chłopców, może siedmioletnich jest niańczonych przez wszystkich pasażerów, nawet jeden z chłopców śpi z nami na ławeczce zamiast ze swoją mamą, a kiedy drugi chce siku i musi zrobić do butelki, bo drzwi są zabarykadowane bagażami, to nie mama, a jedna z nowo przybyłych pasażerek mu pomaga. Tak więc, nami nikt tu się za bardzo nie przejmuje, nie zwraca na nas uwagi, ale sami zachowują się jak wielka rodzina. Miło widzieć tak zgrany lud. Hmm, a może w autobusie to Kazachowie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *