Ałtaj - Mongolia

Ałtaj, Ałtaj, góry tysiąca pierwszych razów…

20/06/2015 – 02/07/2015

Region Bayan-Olgii tak odmienny od reszty Mongolii. Najbardziej oddalony zakątek kraju na zachód, z najwyższym szczytem Mongolii – Chüjten orgil (ponad 4000 m n.p.m.). Region leżący na granicy z Chinami i Rosją. Wszystko jest tu inne. Religia – islam, ludność – Kazachowie, hodowla orłów, elektryczność podpięta pod Rosję, a nie Mongolię, kuchnia jest tu inna i nawet czas zmienia się 2 razy! Dlaczego? Nie pytaj, to po prostu Mongolia, odpowiadają Mongołowie.

Ałtaj mongolski - Tavan Bogd
Ałtaj mongolski – Tavan Bogd

Zastanawialiśmy się czy tu w ogóle przyjechać, bo daleko, bo meczące, bo trzeba być bardzo zmotywowanym. Panują tu dwa środki transportu: samolot – drogi, autobus – tani (80 000 tugrików – 40€), ale 3 dni i 2 noce. Łącznie 48 godzin. Zdecydowaliśmy się tu przyjechać i wybrać niewygodną, okropnie brzmiącą i okropną w praktyce drugą opcję, ze względów ekonomicznych i dla samej frajdy spędzenia 48 godzin z samymi Mongołami, tudzież Kazachami.

Park narodowy Tavan Bogd (Tawan Bogd). Nie będzie łatwo. Wymagane pozwolenie, bo leżący na granicy trzech państw. Żeby je zdobyć potrzeba zużyć prawie tyle energii, co na przeżycie 48 godzin w autobusie z Ułan-Bator do Olgii. Na szczęście, energię dzieliliśmy z 3 chłopakami z Izraela, którzy też chcieli się dostać do parku na własną rękę. Do Ałtaju, w same góry trzeba być już zaopatrzonym we wszystkie potrzebne rzeczy i jedzenie. Z kupieniem czegokolwiek będzie ciężko. Nie ma sklepów, no, może poza jednym miejscem, niedaleko Base Camp i czasami od nomadzkiej ludności można kupić chleb czy ser.

Dlaczego Ałtaj tysiąca pierwszych razów? Bo:

– po raz pierwszy w życiu jechałam 48 godzin w autobusie – około 1600 km Ułan-Bator – Olgii

– po raz pierwszy grałam w grę w karty Yanif

Szarotka alpejska - Edelweiss w Mongolii
Szarotka alpejska – Edelweiss w Mongolii

– po raz pierwszy w życiu widziałam szarotkę górską. Kwiat, symbol gór, w Europie niezmiernie rzadki i pod ochroną. W Ałtaju rośnie niemalże wszędzie.

– pierwszy raz w życiu przechodziłam chyba, przez milion bagien, w ogóle ja chyba jeszcze nigdy do tej pory nie przechodziłam przez bagna!

– pierwszy raz w życiu jestem ciemniejsza od Mongołów,

– po raz pierwszy w życiu nie brałam prysznica przez 12 dni. Nie licząc mojego mycia się butelką lodowatej wody. Pierwszy raz, gdzie nie myłam włosów od 2 tygodni. Już nawet ich nie dotykam, bo są twarde i nieprzyjemne. W dodatku, sobie je przypaliłam przy ogniskowym gotowaniu, ale podobno jeszcze trochę zostało :),

– po raz pierwszy widziałam Filou jedzącego owsiankę i nawet mu zasmakowała!

– jeszcze nigdy nie widziałam u siebie tak brudnych spodni, chyba u nikogo takich nie widziałam. Nawet po 3 tygodniach trekkingu w Nepalu były w lepszym stanie. Już nawet zapomniałam, jaki mają naprawdę kolor, ale Kazachowie i tak mnie podrywali ,

– pierwszy raz nosiłam tą samą koszulkę przez 6 dni. (Tak, na 12 dni miałam aż dwie :) )

– pierwszy raz w życiu spędziłam 7 dni z trzema Izraelitami. Udało nam się nie pozabijać, a nawet polubić,

– pierwszy raz od bardzo dawna paliliśmy ogniska,

Gotowanie na ognisku - Ałtaj - Mongolia
Gotowanie na ognisku – Ałtaj

– pierwszy raz w życiu, ognisko było naszą główną kuchenką. Bez ogniska, w życiu nie udałoby się nam ugotować tylu torebkowych zup i słoiczkowych gulaszów na dwóch małych butlach gazowych.

– po raz pierwszy, złapałam płatnego stopa jadącego jeepem ze ślubu z panna młodą w środku, z misiem na masce, z 11 ludźmi w środku , gdzie miejsc jest dla pięciu osób, w samym środku gór.

Weselny jeep - UAZ - Mongolia
Weselny jeep – UAZ – Mongolia

– pierwszy raz widziałam sępa i orła lub sokoła w naturalnym środowisku, a nie, przywiązanym do ręki, żeby za opłatą zrobić zdjęcia,

– pierwszy raz widziałam, jak wojskowa ciężarówka przepływa, tzn. przejeżdża przez rzekę, bo jest zbyt ciężka, żeby wjechać na drewniany most

– pierwszy raz piłam herbatę z mleka jaka, jadłam ser z jaka, jogurt z jaka, masło z jaka a nawet wódkę na bazie mleka jaka, która smakowała dokładnie jak ser tyle, że w postaci płynnej,

– po raz pierwszy olbrzymi, czarny, stary pies spędził z nami 2 dni, a kiedy pojechaliśmy samochodem o jakieś 30 km dalej, pies nas odnalazł i dalej nam towarzyszył,

– pierwszy raz widzieliśmy w bezkresnym Ałtaju trzy jeepy na raz. W dodatku, to były mongolskie anioły mówiące po angielsku, które dały nam czekoladki, przewiozły 30 km na właściwą drogę, nakarmiły nas i naszego nowego psa!

– pierwszy raz od dawna widziałam tak spektakularne zachody słońca,

– pierwszy raz robiłam ognisko i gotowałam na odchodach konia. Wcale to się nie pali tak dobrze, jak myślałam :),

– po raz pierwszy przechodziłam przez góry na przełaj, po prostu kierując się na północ bez jakiejkolwiek ścieżki, jedynie z kompasem w ręku,

– po raz pierwszy widziałam Ice River, przepiękny lodowiec, który jest na wszystkich plakatach regionu,

– po raz pierwszy widziałam mnóstwo, przekochanych borsuczków tudzież świstaczków, kto wie jak je rozróżnić?

– po raz pierwszy spałam w jurcie z nomadzką rodziną. Zaprosili, nalegali, żebyśmy zostali na noc, a potem zażądali pieniędzy, ale grunt, że noc w jurcie zaliczona :)

– po raz pierwszy padał na mnie deszcz, mimo tego, że świeciło nade mną słońce, było błękitne niebo, kilka kłębiastych chmurek, a chmury burzowe były daleko, daleko,

Patroszenie ryb w Mongolii - Tavan Bogd
Patroszenie ryb w Mongolii – Tavan Bogd

– pierwszy raz patroszyłam rybę, a potem ją piekłam z naszymi towarzyszami podroży, tak, już wiem, jaka to ohydna robota, kiedy co roku moja mama patroszy karpie,

– pierwszy raz byłam w górach, w których szlaki nie istnieją. Trzeba mieć kompas, mapę i GPS i to czasami nie pomaga. Takie coś, jak ścieżka dla pieszych nie istnieje. Mongołowie czy Kazachowie piechotą nie chodzą. Jeżdżą na koniu, wielbłądzie, poruszają się motorem albo jeepem.

W kazachskiej jurcie - Mongolia
W kazachskiej jurcie – Mongolia

– pierwszy raz zostaliśmy zaproszeni do kazachskiej jurty na tradycyjny kazachski czaj i obiad

– pierwszy raz próbowałam wydoić kozę, niestety próba zakończyła się niepowodzeniem. Moim sukcesem okazała się kropelka mleka spadająca do metalowego wiaderka. Co wy kóz w Polsce nie macie? Pyta mnie Kazaszka – mamy, ale ja z miasta.

– po raz pierwszy zostałam nazwana Kazaszką kiedy to zmywałam naczynia z naszą panią jurty i kiedy doiłyśmy razem kozy (tzn. ja próbowałam),

– pierwszy raz widziałam, jak jaki i wielbłądy przedzierają się lub przepływają przez rzekę

– pierwszy raz w życiu, ja sama przedzierałam się przez lodowatą, rwącą rzekę, ba i to codziennie, bo nie tylko szlaki tu nie istnieją, mosty też należą do rzadkości, bo, po co skoro na koniu, wielbłądzie, motorze czy jeepem most jest niepotrzebny,

– pierwszy raz widziałam plagę komarów, którym wcale nie przeszkadzały nasze ubrania, czapki, rękawiczki i produkty przeciw komarom!

– po raz pierwszy widziałam, jak ktoś udaje owcę, żeby móc się zbliżyć do owiec – i to naprawdę działa!!! Trzeba chodzić na czworaka, żeby owce nie uciekały!

– po raz pierwszy zgubiliśmy kogoś w górach (naszych dwóch kompanów), na szczęście się odnaleźli prawie cali i zdrowi (zmarznięci i z pogubionymi rzeczami)

– po raz pierwszy widok odchodów konia wzbudzał we mnie radość (oznaka właściwej drogi)

– po raz pierwszy jadłam przepyszny mongolski, własnej roboty chleb,

– po raz pierwszy szłam przez trzy dni wzdłuż rzeki, z której wody nie można pić, bo z lodowca, cała biała (jednak nie wiem, co z tą wodą jest nie tak)

– po raz pierwszy widziałam jak ktoś (czyt. nasi pomysłowi Izraelici) kupuje brudny z tłuszczu i sierści jaka garnek za 10 000 tugrików od nomadzkiej ludności, kiedy to zgubili własny i nie mieli w czym gotować :)

– po raz pierwszy jeździłam konną (36 km przez 10 godzin. Na drugi dzień nie mogłam chodzić, ale było cudownie! A Filou nawet spadł z konia, bo pani przed nim zasnęła i zleciała ze swojego konia… Tak, jazda na koniu może być najwidoczniej nudna:p)

– pierwszy raz widziałam góry o wszystkich kolorach. Od żółci, pomarańczy, po fioletowy, bordowy, zielony, brązowy i czarny. Przejście na drugą stronę góry otwiera przed nami inną krainę.

– pierwszy raz w życiu byłam w górach, w których gdzie się nie popatrzy, przed siebie, za siebie, w prawo, w lewo, widać jedynie naturę. Żadnych miast, wiosek, siedlisk ludzkich, słupów elektrycznych czy zanieczyszczenia. Nic tylko przestrzeń, góry, step i od czasu do czasu jakieś jurty nomadów i ich zwierzęta

Ah, Ałtaj, tyle wrażeń w ciągu 12 dni. Trzeba tu przyjechać, żeby zrozumieć tą piękną dzicz. Ah, będzie mi go brakowało.