Tagong - Sichuan - header

Chiny – Prowincja Sichuan

18 maja, a w Chinach sypie śniegiem. W prawdzie przejeżdżamy właśnie stopem przez drogę położoną na 4100 m n.p.m., ale i tak i tak, jesteśmy w szoku widząc śnieg. Dwa dni temu jechaliśmy tą samą drogą i pogoda była przepiękna. Błękitne niebo, zielone albo pustynne góry i słońce.

Xinduqiao

Świątynia w Xinduqiao - prowincja Sichuan - Chiny
Świątynia w Xinduqiao

W Xinduqiao zostaliśmy na jedną noc. Miasteczko jest podobno bardzo sławne ze swojej urokliwości. Podobno fotografowie przyjeżdżają tutaj z całych Chin, żeby zrobić zdjęcia tybetańskim domom. My również, postanowiliśmy tu przyjechać i zobaczyć to niezwykłe miejsce.

restauracja - prowincja Sichuan - Chiny
Obiad z kierowcami autostopu

Panowie z autostopu, wysadzili nas w jakimś miejscu mówiąc, że to już Xinduqiao. Spotkani w tym miejscu Chińczycy polecili nam jakiś guest house. Hostel był super. Nie mówię tu o standardzie pokoi, bo żadnego nawet nie widzieliśmy, ale o atmosferze. Było tam mnóstwo młodych ludzi, wszyscy prawie na rowerach (trasa Chengdu – Lhasa, jest bardzo popularna wśród chińskich rowerzystów, aczkolwiek moim zdaniem nieciekawa przez większość drogi, z powodu tirów i ogromnego ruchu na drodze G318) .

Hostel w Xinduqiao - prowincja Sichuan - Chiny
Hostel w Xinduqiao

Chcieliśmy rozbić namiot niedaleko hostelu, ale pracownicy, młoda ekipa, zaproponowali nam spanie za darmo w świetlicy. Tym samym, mieliśmy do dyspozycji stół bilardowy, 4 gitary, jamby, mikrofon, gorącą wodę do picia i co najmniej 6 kanap do wyboru do spania. Byliśmy jedynymi obcokrajowcami i wszyscy byli nami bardzo zainteresowani. Na szczęście kilka osób mówiło po angielsku.

Okazało się, że tutaj to jeszcze nie było Xinduqiao. Na całe szczęście, bo poza fajnym guest housem, w którym urządziliśmy sobie koncert, nie było tam kompletnie nic do zobaczenia. Żeby dojść do miasteczka trzeba było iść z 20 minut.

Xinduqiao po trzęsieniu ziemi - prowincja Sichuan - Chiny
Xinduqiao po trzęsieniu ziemi – Chiny

Miasteczko faktycznie ładne, ale nie aż tak jak można by było się tego spodziewać. Bardzo piękna jest buddyjska świątynia na wzgórzu (około 10 min piechotą od miasteczka). Świątynia jest piękna w środku, od zewnątrz jest w budowie). Wiele kolorowych tybetańskich domów, było odbudowane po trzęsieniu ziemi, jakie przeszło kilka lat temu. Dużo robót drogowych, miasteczko w części rozkopane. Spędziliśmy tam pół dnia i postanowiliśmy łapać stopa do Tagong (około 35 km od Xinduqiao).

Tagong

Buddyjskie malowidła wyryte na skale -Tagong - Chiny
Buddyjskie malowidła wyryte na skale -Tagong

Po drodze zastała nas burza, ale na szczęście byliśmy już w samochodzie. Tagong zrobił na nas wrażenie. Już około 6 km przed miasteczkiem, na skałach widniały buddyjskie malowidła, pełno flag i buddyjskich symboli rzeźbionych w olbrzymich kamieniach. Naprawdę coś pięknego. Sam Tagong jest urokliwy, otoczony górami z każdej strony.

Buddyjski klasztor w Tagong - prowincja Sichuan - Chiny
Buddyjski klasztor w Tagong

Buddyjska, przepiękna świątynia (widzieliśmy tylko z zewnątrz, bo płatna 20 yuanów). Można odwiedzić kilka monasteriów w okolicy. Niestety, to najbliżej miasteczka leży przy placu budowy, więc średnio nam się podobało. Za to można iść powyżej monasterium, żeby wejść na górę z buddyjskim ołtarzem. Jeżeli jest dobra widoczność, widok jest piękny.

Klasztor w Tagong - Chiny
Klasztor w Tagong – Chiny

Warto też odwiedzić pobliskie wioski (przechodząc na przykład przez niewielkie góry), do których rzadko turyści zaglądają, a które również są malownicze.

Tagong - prowincja Sichuan - Chiny
Tagong – wjazd do hostelu – nasza ochrona przed burzami i wiatrem

W Tagong, było cały czas burzowo i wietrznie, zapytaliśmy więc w jednym z guest housów czy możemy rozbić namiot przy ich bramie wjazdowej, która miała dach i 3 ściany. Zgodzili się, ale za 2 noce poprosili od nas 20 yanów. Byłam trochę zła, bo początkowo nie było mowy o pieniądzach, ale zapłaciliśmy, bo co noc lało jak z cebra i cholernie wiało, a my mieliśmy super schronienie, z dostępem do ubikacji i zimnej wody, więc niech im będzie.

Mieszkańcy Tagong - prowincja Sichuan - Chiny
Mieszkańcy Tagong

Po Tagong mieliśmy dwa wybory, jechać około 300 km do Soda, w którym to podobno narodził się buddyzm i gdzie można zobaczyć buddyjskie szkoły, ale gdzie jest bardzo zimno i niezbyt ładnie, albo jechać na zachód około 400 km do Batang pod granicę chińsko-tybetańska, gdzie miało być ciepło i pięknie. Wybraliśmy tą drugą opcję, głównie z powodu zimna (w Tagong było około 3°C).

Batang

Droga G318 - prowincja Sichuan - Chiny
W stronę Batang, droga do Tybetu

Dojechanie do Batang zajęło nam około 12 godzin (3 stopy). Pogoda przepiękna i przez większość drogi widoki były cudowne. Czasami była ulewa, ale w dali widziało się góry osłonecznione. Nawet prowadziłam przez ponad 2 godziny, bo nasz pan kierowca był tak zmęczony, że zaczynał usypiać. Wiec mogę powiedzieć, że prowadziłam samochód już prawie w Tybecie trąbiąc co zakręt według tutejszego zwyczaju :).

Marzena kieruje kiedy kierowca śpi - Sichuan Prowincja - Chiny
Marzena kieruje kiedy kierowca śpi – Sichuan Prowincja

Z Litang jechaliśmy z Hayan, bardzo sympatyczny, młody Chińczyk pracujący w Lhasie (mamy zaproszenie do jego guest housu, jak kiedyś będziemy mogli swobodnie odwiedzić Tybet). Droga od Litang była tak malownicza, że nie można było oderwać oczu od szyby. Przyjechaliśmy do Batang, zjedliśmy razem kolację, poszukaliśmy wspólnie hotelu, bo okazało się, że w prawdzie w Batang jest ciepło, ale to dosyć duże miasto więc ze znalezieniem miejsca do rozbicia namiotu byłby problem.

Zresztą od dawna nie braliśmy prysznica więc to był dobry moment.

Droga do Lhasy do Tybetu G318 - Chiny
Droga do Lhasy do Tybetu G318

Hayan zaprosił nas do swojego pokoju na piwo z jego regionu, dał nam kiełbaski, prześliczne wełniane skarpetki (made in Nepal 😀 ) i na rano, na drugi dzień zaprosił na prawdziwą, chińską, czerwoną herbatę.

Rano okazało się, że Batang jest dosyć duży, są jakieś góry, ale nie tak ładne jak te, co widzieliśmy po drodze. Chcieliśmy kogoś zapytać, co można robić w okolicy i gdzie jest jezioro, które miało tu gdzieś być? Ale wszelkie próby zakończyły się niepowodzeniem. Nikt nas nie rozumiał. Jedynie, co nam się udało dowiedzieć, że to piękne jezioro jest bardzo daleko (70, albo 100 albo 200 km stąd.

Batang - Chiny
Batang – Chiny

Wersje były różne), w każdym razie nikt absolutnie nie potrafił nam wskazać na mapie gdzie ono się znajduje. W dodatku cały dzień padało, mi się chciało spać i byłam bardzo zmęczona więc znaleźliśmy inny hotel (tym razem za 70 a nie za 100 yuanów) i poszliśmy spać przy chińskich wiadomościach. Postanowiliśmy opuścić Batang następnego dnia, na całe szczęście, bo też było bardzo brzydko.

Drogowskaz - Sichuan prowincja - Chiny
Drogowskaz – Sichuan prowincja

W kierunku Zhangjiajie

Niedaleko Batang - prowincja Sichuan - Chiny
Niedaleko Batang – prowincja Sichuan

Jedziemy bezpośrednio do parku narodowego Zhangjiajie, który to był inspiracją dla filmu Avatar. Mamy do pokonania ponad 1600 km. Dzisiaj jednak udało nam się pokonać ten sam dystans co dwa dni temu w 7 a nie w 12 godzin. Trafiliśmy na dwu mistrzów kierownicy i z dobrymi samochodami, niebojących się dziur).

Z kierowcą autostopu - Chiny
Z kierowcą autostopu – Chiny

Po drodze odwiedziliśmy nasz ulubiony guest house w Xinduqiao, zjedliśmy obiad, dostaliśmy darmowa bułkę na parze, wzięli za obiad mniej niż mieli i jeszcze dali jabłko na drogę 😉

A plecak mi się zaraz porwie pod ciężarem butelek z wodą, nasze prezenty od kierowców i śmierć temu, kto ośmieli się odmówić :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *