Delhi - Indie

Indie – koniec wytrzymałości i coś jak streszczenie

4/04/2015

Myślę, że dzisiaj osiągnęłam limit wytrzymałości mojego pobytu w Indiach, kiedy to dostałam doniczką w łeb ni stad ni zowąd i to nie przez przypadek… a potem jeszcze krowim ogonem po twarzy…

Indie, tyle by można o nich pisać. Dzisiaj mija miesiąc odkąd tu przyjechałam, dla niektórych tylko miesiąc, a dla mnie aż. A jednak, żeby opisać, co tu przeżyłam, zabrakłoby papieru. Myślę, że jeszcze w żadnym miejscu nie odczułam tak wielu różnych uczuć, odczuć.

Wiele osób mówi, że Indie się albo kocha albo nienawidzi, ja jednak jeszcze nie spotkałam nikogo, kto by powiedział, ze kocha Indie. Na pytanie „lubisz Indie?” Ludzie się uśmiechają nieśmiało i zastanawiają, co odpowiedzieć? Bo czy można kochać Indie? Ja na pewno ich nie kocham, ale też nie nienawidzę, jednak jakby ktoś mnie poprosił przyjechać tu jeszcze raz, musiałabym się poważnie zastanowić.

Do Indii nie przyjeżdża się na wakacje, co to, to nie, do Indii trzeba przyjechać jak się jest już wypoczętym i w dobrym humorze. Do Indii trzeba mieć mocne nerwy, ba, żelazne i przede wszystkim anielską cierpliwość. Trzeba być niezmiernie tolerancyjnym i otwartym na nieznane i próbować zrozumieć to, czego nie możemy zrozumieć. Bo jak inaczej wytrzymać w tak olbrzymim kraju, a raczej w dżungli, gdzie mieszka ponad 1 000 000 000 mieszkańców (już sama ilość zer budzi przerażenie), gdzie panuje walka o przetrwanie i zasada silniejszy przetrwa i kto pierwszy ten lepszy, gdzie nasze europejskie zasady i kulturę możemy sobie wsadzić gdzieś głęboko, a najlepiej to całkowicie porzucić na czas pobytu w Indiach. Więc, którego punktu mi zabrakło? Pewnie każdego po trochu, a przede wszystkim cierpliwości i nerwów.

Zanim przyjechałam do Indii myślałam, że to w Peru panuje anarchia, potem, że tez w Teheranie, a nawet w Paryżu, ale widać, nie znałam Indii. Niczego nie można porównać z tym, co tu się dzieje. Ciężko jest wytrzymać ciągły hałas, klaksony, krzyki sprzedawców, ciągłe szczekanie psów, uważać jak się chodzi, bo krowie, kozie, psie odchody, bo tuk-tuki, skutery, motory, samochody, bo krowy i ich machające ogony, bo przechodnie, bo ludzie śpiący na ulicy, bo śmieci na prawo i lewo! Na wszystko trzeba uważać, bo chwila nieuwagi może bardzo źle się skończyć, przy tym wszystkim trzeba odpowiadać i zwracać uwagę na naciągających nas sklepikarzy, kierowców, ludzi chcących się przywitać, albo jedynie zapytać skąd jesteśmy zupełnie niemających pojęcia, że twój kraj istnieje, ale co najmniej 50 razy dziennie odpowiadasz, ja z Polski, on z Francji, chociaż o Francji to słyszeli, bo w Indiach roi się od Francuzów, ale kiedy mówię „Poland”, to czasami się pytają, czy to ładne miasto…

Przez te 30 dni byłam zdenerwowana albo przynajmniej zawiedziona przez około 89% czasu, bo nie da się inaczej, przynajmniej, ja nie potrafiłam. Za każdym razem, kiedy mówisz sobie, że w końcu trafisz na dobrych ludzi, ktoś cię zaprasza do siebie, po czym okazuje się, że to jakiś niezrównoważony psychicznie mężczyzna, znowu porzucasz nadzieję. Czy liczy się tu tylko zysk i pieniądze? Jak bardzo można kłamać i próbować naciągnąć na każdy możliwy sposób? Może, mogę sobie tak mówić, bo stać mnie na jedzenie, ale mam wrażenie, że ci, co naprawdę potrzebują i niczego nie mają to właśnie o nic nie proszą.

Pan krojący arbuza - Indie
Pan krojący mi arbuza

Przez te 30 dni zdarzyło nam się spotkać dobrych i bezinteresownych ludzi, ale bardzo mało, jednak, kiedy spotyka się ich w Indiach, docenia się to jeszcze bardziej, bo to niezmiernie rzadkie. Pamiętam, jak poprosiłam dwóch panów o pożyczenie mi noża, żebym mogła sobie pokroić kupionego wcześniej arbuza, wzięli mi arbuza z ręki, obrali, pokroili w kawałeczki i przynieśli talerzyk, mimo, że o to nie prosiłam i nawet nie chcieli się nim poczęstować, albo jak kobiety chcą zdjęcie w ich kolorowych sukniach a potem cię ściskają z radością w podzięce. Tak, takie chwile były tu przyjemne, szczere spotkania, których było tak niewiele.

Indie, kraj tak bardzo różnorodny, gdzie przeciwstawiają się brzydota i piękno, brud i czystość, kolory i szarość, smród i zapach. Gdzie idąc uliczką, można spotkać wszystko i wszystkiego się spodziewać, czego nie spodziewałam się, w takiej mierze, zanim tu przyjechałam. Nie pytajcie czy podoba mi się w Indiach, bo nie można na to pytanie odpowiedzieć tak, albo nie. Tu się przechodzi przez wszystkie możliwe stany człowieka. To po prostu Indie, chyba każdy powinien przekonać się sam, co o nich sądzić, chociaż wydaje mi się, że to nie kraj dla każdego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *