Mont Abu - Indie

Mount Abu – Indie

Jedziemy z Udaipur publicznym autobusem do Abu Road a potem stamtąd innym do Mount Abu. Przy wjeździe do miasteczka pobierają od nas opłatę 10 rupii od osoby, pewnie to jakaś opłata klimatyczna, bo w końcu Mount Abu znajduje się w górach.

Właściciel hotelu z Udaipur mówi, że nam załatwił pokój w Mount Abu za jedyne 300 rupii. Cieszymy się, że nie będziemy musieli szukać hotelu, tylko iść prosto pod wskazany adres i zapłacić jedynie 300 rupii. Mount Abu to podobno indyjski kurort, więc ceny hoteli wahają się od 800 rupii wzwyż. Zatem 300 rupii to prawie ze za darmo.

Zachód słońca w Mont Abu
Zachód słońca w Mont Abu

Udaje nam się w końcu znaleźć hotel Shri Ganesh. Właściciel już wie, o kogo chodzi. „Z Francji tak?” „Z Udaipur tak?” Tak, kiwamy głowami. „Tutaj chłopak pokaże wam pokój”. Chcę potwierdzić cenę, więc pytam, „300 rupii tak?” No i tu odpowiedź, której można było się spodziewać i której w głębi duszy się spodziewaliśmy: „mam pokoje za 300 i 400 rupii, ale niestety wszystkie zajęte, mogę wam zaproponować za 500″. Mówię oczywiście, że przecież pan z Udaipur dzwonił dzień wcześniej wieczorem i mówił, że będzie za 300, wiec, co się zmieniło przez noc? Pan na to, że ludzie z tych pokoi postanowili zostać dłużej… „Ależ oczywiście”, myślimy sobie ironicznie. Zbieramy rzeczy i idziemy szukać innego hotelu, pytam w dwóch miejscach, ale ceny nie spadają poniżej 1200 rupii..

Spotykamy pewnego Francuza, który mówi, że zna takiego przewodnika górskiego i że może on nam poleci jakiś niedrogi hotel. Korzystamy z propozycji, bo i tak nie mamy nic do stracenia. Przewodnik proponuje pokój u swojego kuzyna, no tak, Hindusi też mają wszędzie rodzinę, tak jak mieszkańcy Magrebu. Pokoje za jedyne 600 rupii, ciągnie dalej przewodnik, ale my tyle nie damy. Jechaliśmy tu przez 5 godzin, bo mieliśmy tu spać za 300 rupii, więc albo 300 albo wcale. Filou jedzie zobaczyć pokój i negocjować cenę, w końcu jesteśmy poza sezonem, udaje mu się zejść do 450. Ja dalej nieusatysfakcjonowana, próbuję jeszcze swoich wdzięków, aby zbić cenę, możemy spać w ich ogrodzie? Na podłodze, gdziekolwiek, byle taniej. Właściciel hotelu nieugięty. Schodzę jedynie do 400 rupii + indyjskie herbatki. Filou na to, że no trudno, zawsze to 400 a nie 600.

Świątynia hinduska niedaleko Mont Abu
Świątynia hinduska niedaleko Mont Abu

Przewodnik mówi, że jeżeli chcemy iść w góry to jedynie z przewodnikiem, bo niedźwiedzie, bo pantery, bo dzikie plemiona indyjskie atakujące turystów. Pomyślelibyśmy, że to bujda, jeżeli byśmy nie przeczytali tego samego w naszym książkowym przewodniku. No dobra, jaka cena za trekking, pytamy? 660 rupii za osobę za 4 godziny trekkingu. Jeżeli chcemy iść na cały dzień, czyli na jakieś 7 godzin to musimy zapłacić podwójnie!!! On chyba oszalał! Nie będziemy płacić takich pieniędzy za 4 godzinną przechadzkę.

Ja wściekła, chcę jechać dalej. Nie mam absolutnie ochoty zostawać w tym miejscu, gdzie wszystko kosztuje podwójną cenę, nawet woda! A wszyscy w około chcą od ciebie 10 rupii, bo jesteś biała i na pewno masz wór pieniędzy. Filou nalega, żebyśmy zostali, na chociaż jedną noc i rano jechali dalej. Wściekła, mówię ok. Postaram się jakoś przeżyć pół dnia w tym zasranym miejscu.

Przychodzimy do hotelu, który okazuje się nie hotelem, ale pokojem w czyimś domu, ale z innym wejściem. Pokój wydaje się nowy i dosyć czysty, ale nie ma wifi ani ciepłej wody. Można grzać wodę w wiaderku za pomocą olbrzymiej grzałki używając kontaktu w pokoju, bo ten w łazience nie działa. I właściciel chce za to 600 rupii?? 400 Rupii to i tak za dużo.

Idziemy cos zjeść, bo 15:00 a my tylko na paczce ciastek. Znajdujemy niedrogie thali, niedrogie jak na to miasteczko. Cholera, zapomnieliśmy zapytać czy pikantne? Mówi Filou, po czym odpowiada, pewnie nie aż tak. Pierwszy kęs i ja płaczę, Filou to samo. Cholera, nie da się tego zjeść! Jem więc ryż i chapati (chleb indyjski), Filou udaje się zjeść trochę więcej pomimo płaczu i znieczulonego języka. Eh, chyba naprawdę mamy pecha w tym miejscu.

Po „sytym” obiedzie, idziemy zobaczyć jezioro, które jest dosyć ładne, i na którym można nawet popływać łódką albo rowerkiem w kształcie kurczaka lub łabędzia. No i Mount Abu jest dosyć czyste i spokojne w porównaniu z indyjskimi miastami. Więc zupełnie rozumiemy, że to ich kurort.

Kładę się spać o 21:00 padnięta po krótkiej poprzedniej nocy i po całym dniu łażenia. Filou idzie się przejść. Budzą mnie o 24:00 głośne męskie rozmowy. No tak, Filou skumplował się z właścicielem domu i jego bratem i urządzili sobie 3 godzinne pogaduchy przed drzwiami naszego pokoju. Filou na szczęście wypytał ich o różne rzeczy w tym, czy w górach jest naprawdę tak niebezpiecznie? Okazuje się, że indyjskie plemiona naprawdę istnieją, ale tylko po jednej stronie jeziora, a co do niedźwiedzi i panter, to trzeba mieć bardzo dużo szczęścia lub pecha, zależy, kto co woli, żeby je spotkać w ciągu dnia.

Na drugi dzień, po namowach Filou decydujemy się iść trochę w góry. Podobno wstęp do parku 160 rupii. Brat właściciela hotelu mówi, że gdybyśmy jakimś cudem natknęli się na dzikie zwierzę, to, że pantera nie zaatakuje, jeżeli to niedźwiedź to mamy głośno rozmawiać, to sam ucieknie, no chyba, że to niedźwiedzica z małymi, to wtedy lepiej, żebyśmy się sami zmyli.

Dochodzimy do okienka, gdzie trzeba kupić bilet do parku, dajemy 320 rupii za dwie osoby, a pan wyciąga nam jakieś kartki i pokazuje 3 ceny : 120, 180 i 300 rupii i mówi, że mamy zapłacić 300 rupii za osobę. My absolutnie nie rozumiejąc, dlaczego mielibyśmy płacić najdroższa cenę, staramy się porozumieć z panem urzędnikiem, ale ten tylko nam pokazuje palcem 300 rupii i dzwoni po kogoś, kto mówi po angielsku. Po jakichś 5 minutach przyjeżdża pan i mówi, że niestety cena podrożała od 5 dni. Mamy pecha (po raz kolejny w tym miejscu) i od 5 dni bilet kosztuje nie 120 rupii (nie było ceny 160), ale 300. W tym jest wliczona opłata ekologiczna, zupełnie nie wiem, za co, bo pełno wszędzie śmieci i brak oznakowania. Mówimy, że nie mamy tyle pieniędzy, więc nie zapłacimy. Musieliśmy odejść.

Góry w Mont Abu
Góry w Mont Abu

Szliśmy sobie wzdłuż drogi, gdzie po dwóch stronach był las, ludzie się zatrzymywali pytając dokąd idziemy, albo po prostu żeby sobie zrobić zdjęcie z Filou, tak, Filou tu odnosi więcej sukcesu niż ja :)

Szliśmy tak sobie po czym zauważyliśmy polną drogę, podążaliśmy tą drogą stwierdzając, że jesteśmy właśnie w parku i to za darmo :)

Zrobiliśmy sobie tak kilkugodzinną wędrówkę, spotykając jedynie małpy. Poszliśmy do jednej z wielu hinduskich świątyń wspinając się po górze. Ze szczytu mieliśmy przepiękny widok na całą okolicę i góry.

autostop - Indie
Kierowcy z autostopu

Kiedy wróciliśmy łapiąc naszego pierwszego mini-stopa indyjskiego, mama właściciela hotelu zrobiła nam przepyszny indyjski cay, rozmawialiśmy miło o wielu rzeczach z jej synem, który okazał się miłym mężczyzną a kiedy jego bratu opowiedzieliśmy wszystko, był z nas bardzo dumny, że raz, że poszliśmy bez przewodnika, a dwa nie płacąc za wejście do parku. Powiedział, że napisze artykuł do lokalnej gazety (chce zostać dziennikarzem) mówiąc, ze turyści się skarżą, że wejście do parku jest zbyt drogie i że jak w ciągu 5 dni cena mogła wzrosnąć o ponad 50%? Dla lokalnych turystów, wejście kosztuje 50 rupii.

Koniec końców, pokój był przytulny, bo usytuowany daleko od hałasu, więc rano mogliśmy słyszeć ptaki, a nocą świerszcze i przede wszystkim nie czuliśmy się jak w hotelu, a u znajomych. Co do Internetu, to właściciel użyczył nam własny komputer, żebyśmy mogli sobie posprawdzać co tam chcemy, a jego mama nie poczęstowała nas jedną herbatką, jak to było w naszej słownej umowie, a wieloma :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *