Granica rosyjsko - estońska

Pożegnanie Rosji

Zazwyczaj, kiedy opuszczaliśmy któryś z krajów, wydarzało się coś, co komplikowało wyjazd. Z Rosją było zupełnie inaczej, pozwoliła nam się opuścić, abyśmy mogli pewnego dnia powrócić.

Wiza nam się kończy 16 sierpnia. Musimy, zatem przekroczyć granicę tego właśnie dnia. Jeżeli nie opuścimy Rosji na czas ryzykujemy mieć w papierach brudne konto i tym samym zakaz powrotu do tego kraju.

W lesie z naszymi couchsurferami - Rosja
W lesie z naszymi couchsurferami

Planowaliśmy wyjechać z Sankt Petersburga 16 sierpnia, który jest oddalony od granicy estońskiej o około 150 km, jednak zdecydowaliśmy się pojechać z naszymi couchsurfurami nad jeziorko na nasze dwie ostatnie rosyjskie noce i tym samym oddalić się od granicy o kolejne 80 km.

Wstaliśmy wcześnie rano. Wyruszyliśmy na drogę około 9:30. Pół godziny marszu, aby dostać się na główna drogę do Sankt Petersburga.

Powrót z lasu koło Sankt Petersburga
Powrót z lasu koło Sankt Petersburga

Znajdujemy odpowiednie miejsce do zatrzymywania samochodów, kładziemy plecaki wystawiając kciuka i w tym właśnie momencie zatrzymuje się z piskiem opon, Cowboy, zwany tez Żelazną Dupą, niestety nie zrozumiałam dokładnie, dlaczego, czyli porostu Vladimir, kierowca Harleya, obecnie siedzący w furgonetce. Cowboy około pięćdziesiątki. Z siwymi, długimi włosami spiętymi w koński ogon i z muzyką na full w środku furgonetki. W środku, przy oknie kapelusz Cowboya z łapkami trupiej czaszki z każdej strony.

W samochodzie Kowboya
W samochodzie Kowboya

Polubiliśmy Cowboya od moment, kiedy tylko otwarliśmy drzwi. Uśmiechnięty, od ucha do ucha mężczyzna koło pięćdziesiątki, który ma mnóstwo historii do opowiedzenia, niestety mój poziom rosyjskiego, nie pozwalał mi na zrozumienie wszystkiego, w 100% ale i tak były zabawne.

My, z naszej strony opowiedzieliśmy o naszej podroży, o tym, że śpimy w większości w namiocie i teraz wracamy do domu autostopem, ale najpierw musimy przekroczyć granicę na czas. Mówimy, że musimy jechać na elektriczkę (rosyjski pociąg podmiejski), żeby wyjechać z Sankt Petersburga, a potem dalej stopem. Cowboy mówi z uśmiechem, że on nas wywiezie z tego miasta o te 40 km, więc o żadnej elektryczce nie ma mowy, ale najpierw zaprasza na herbatkę, ciastka i sałatkę, do swojego skromnego, jak to powtarzał wiele razy, domu. Była dopiero 11:00, a my byliśmy już w Sankt Petersburgu (Cowboy, to typowy rosyjski kierowca, jeździ jak szalony i rzadko przestrzega prędkości, kiedy zapytałam czy w Rosji panuje ograniczenie prędkości, Cowboy się śmieje i mówi, że oczywiście, ze tak, ale on tak nie potrafi, to ponad jego siły :-)) nie mogliśmy i też nie chcieliśmy odmówić. Pojechaliśmy z Kowbojem do domu.

Mieszkanie Cowboya było faktycznie skromne dzielone z kimś innym. On z córką, żoną i przecudownym kotem mieszkali w jednym pokoju, gdzie było wszystko co trzeba + trzy komputery :). Cowboy to gamer z zamiłowania. Córka jedenastoletnia nas ugościła (żona była w pracy), a Cowboy nawet zaproponował czy nie chcę skorzystać z wanny! Nie skorzystałam, ale propozycja była niezmiernie miła. Widać, że dokładnie wiedział, czego brakuje w podroży: jedzenia i kąpieli.

Wspólne zdjęcie z Kowboyem - Rosja
Wspólne zdjęcie z Kowboyem

Cowboy zawiózł nas na drogę prosto do Estonii, pokazując nam jeszcze najładniejsze miejsca w Sankt Petersburgu. Około 14:00 jesteśmy na miejscu, prosimy o pożegnalne, wspólne zdjęcie i się rozstajemy.

Czekaliśmy może z 10 min na kolejnego stopa. Cudownie, jedziemy do miasta oddalonego już tylko o 20 km. Trzeci i ostatni stop, to wesoły pan mówiący niezrozumiałym dla mnie rosyjskim. Okazuje się, że to taxi. Ja przerażona chcę wysiadać, ale pan mnie uspokaja mówiąc, ja wiem, ja znam, nie macie pieniędzy.

Ivangorod - granica rosyjsko - estońska
Ivangorod – granica rosyjsko – estońska

Zawiózł nas pod samą granicę. Poszliśmy jeszcze wydać nasze ostatnie 250 rubli w pobliskiej stołowaji (stołówce), za które udało nam się kupić bardzo dobry obiad. Kiedy myśleliśmy, że to już ostatnie ruble jakie mieliśmy, Filou, w swoim portfelu znalazł jeszcze 90 rubli. Kupiliśmy wodę, chleb, ciastka i jednego wafelka na wagę za 9 rubli, chcieliśmy dwa, ale okazało się, że nie mamy tyle, więc poprosiliśmy panią kasjerkę o wycofanie transakcji, kasjerka była bardzo zła, myślała pewnie, że sobie z niej żatrujemy. Jak to nas nie stać na wafelka za 9 rubli (50gr)?! Zakupy zrobione, pojedzeni z jeszcze 4 rublami w portfelu, idziemy przekraczać granicę Iwanograd-Narwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *