Pakowanie się na Camino del Norte

Ślub w Santiago de Compostela pod znakiem zapytania?

Rozmowa z Magdą K. Około 2 lata temu:

– Magda, nie wiem co mam zrobić, mamy wziąć ślub, ale ja nie chcę, aby tłum na mnie patrzył, ani myśleć o fryzurze, makijażu, sukience itp. Nie chcę tego całego stresu. Ja bym chciała skromnie, w malutkim gronie, najlepiej w mini kościółku, w mało dostępnym miejscu…

– To dlaczego nie zrobicie ślubu w Santiago de Compostela?

– hmm, Magda, jesteś genialna, nie pomyślałam o tym, to prawda, że na drogę Świętego Jakuba wybieramy się od lat, ale jakoś nigdy nie było czasu ani okazji…

Po tamtej rozmowie zaczęły się poszukiwania jak się do tego zabrać, jak to wszystko zorganizować, jak znaleźć księdza, jak formalnie pozałatwiać. Dzięki pomocy Magdy, która zrobiła swój research ze swojej strony, udało się znaleźć kontakt do polskiego księdza, który mieszka w Santiago, dzięki niemu udało się nawiązać kolejne kontakty z proboszczem katedry w Santiago de Composetela. Podekscytowana piszę maila do proboszcza z pytaniem czy ślub byłby u nich możliwy, jednak ksiądz odpisuje, że katedra jest w remoncie i ślubów obecnie nie ma, żebym poczekała pół roku, to może wtedy remont się skończy i będzie można coś zaplanować.

Czekamy.

W sierpniu 2018 piszę kolejnego maila, pewna, że remont już skończony, jednak proboszcz odpowiada, że do końca roku jeszcze będzie trwał a może i dłużej…

Nie chcę się poddawać, więc szkam innego kościoła w Santiago. Przeglądam Streat View na Google Maps. Znajduję 3 kościoły, przykuwające najbardziej moją uwagę. Staram się znaleźć do nich kontakt. Do jednego jest jakiś numer, do innych nic, tylko adres korespondencyjny. Dzwonię kilka razy przygotowywując wcześniej moją wypowiedź po hiszpańsku, z biciem serca czekam aż ktoś odbierze, słyszę kolejny sygnał i kolejny i tak za każdym razem. Po kliku dniach prób, piszę do księży mogą mi pomóc skontaktować się z jedną z tych parafii, proboszcz katedry wysyła mi adres. Eh, adres to ja widziałam na Google Maps… Myślałam, że prześle maile albo telefony…

Zrezygnowana, opowiadam to koleżance w pracy, a ona na mnie patrzy wymownym wzrokiem i mówi:

– A może byś tak….
– Co…?
– No, skoro masz adresy to może, no wiesz….
– To może co? Nie wiem co chcesz powiedzieć
– No może byś do nich napisała?
– Ale, że jak? W sensie, że tak normalnie? Sugerujesz, żebym napisała list i wysłała pocztą?

Naprawdę, nie przeszło mi to przez myśl, ani przez chwilę. Nawet bym powiedziała, że zapomniałam, że takie coś jak „list” istnieje, że można wysyłać pocztą.

Koleżanka ma rację, nie mam nic do stracenia, wypociłam po hiszpańsku 3 listy, podałam do siebie wszelki możliwy kontakt : numer telefony, mail i gdyby nie mieli telefonu ani maila, to też podałam swój adres korespondencyjny. Kupiłam znaczki i wrzuciłam do skrzynki. Czułam się jakbym włożyła napisany list do butelki i wrzuciła do morza, nie wiedząc czy ktokolwiek to kiedyś odczyta.

Ku mojemy ogromnemu zdziwieniu, kilka dni później dostałam maila z informacją, że jeden z kościołów dostał mój list i się zgadza na ślub w ich parafii.

Co??? Nie wierzę własnym oczom, zadziałało! Niech żyje poczta! Ucieszyłam się. Ulżyło mi również, że odpisali mailem.

Wtedy myślałam, że teraz już będzie z górki, w końcu można wszystko załatwiać, a potem tylko trekking-pielgrzymka i ślub. Wszystko według planów.

W maju 2020 jest data ślubu, w kwietniu, zaraz po Wielkanocy wyruszamy drogą północną Camino del Norte do Santiago, aby dotrzeć na czas. Wszystko zaplanowane. Nie możemy się doczekać.

Marzec 2020, straszą koronawirusem.

– E to nic, do maja daleko, wszystko się uspokoi.

Kwiecień 2020.

– Z trekkingu-pielgrzymki chyba nici, ale może chociaż na sam ślub dotrzemy?

Zamknięcie granic, zakaz wychodzenia z domu.

– Rozumiem, nici z tego. Trzeba wszystko odwołać. Może jesienią się uda.

Czerwiec 2020. Telefon z mojej francuskiej parafii.

– Pani Marzeno, trzeba podać nową datę ślubu na ten rok, inaczej wszystkie dokumenty przepadną.

Eh, nie wiem, nic nie wiem, jak urlop, jak z Covidem, jak sytuacja się rozwinie, co z gośćmi, którzy chcieli do nas przyjechać? Zbyt wiele niewiadomych.

Spać nie mogę, rozmyślam, staram się wziąć wszystko pod uwagę, udaje mi się wymyśleć plan B, nie jest tak idealny jak nasza pierwotna wersja, ale nie mamy wyjścia, jak nie teraz to być może już nigdy.

Drugi termin październik. Rozpoczęcie trekkingu-pielgrzymki – połowa września.

Początek września 2020. Tydzień przed wyjazdem, dzwonię do archidiecezji z Santiago, aby upewnić się że nasze dokumenty, które zostały wysłane w czerwcu do nich dotarły.

– Nic nie dostaliśmy, przykro nam, proszę wysłać kopię jeszcze raz, albo przesłać mailem.

Nie wierzę, jak to nie dotarły? Koleżanka Julka śmieje się, że Hiszpanie widząc przesyłkę z zagranicy musieli ją zutylizować myśląc pewnie, że to bomba.

Dzwonię do mojej francuskiej parafii prosząc o przesłanie kopii skanem. Przesyłam całosć do Hiszpanii, jednak wymagane są dodatkowe tłumaczenia przysięgłe.

Szukam na szybko tłumacza przysięgłego, kto w dwa dni przetlumaczy mi dokumenty. Wyjazd tuż, tuż…

14 września 2020.

Pani tłumacz nadal tłumaczy, za dwa dni mamy wyruszać na nasz ślub, jednak wciąż nie wiem czy się odbędzie, czy wszystko się zgadza w dokumentach, czy granic nie zamkną, czy nie utkniemy w Hiszpanii, a na utknięcie mamy jedynie 1,5 miesiąca J

Wciąż tyle niewiadomych…. Ale plecak w razie W spakowany… Miejmy nadzieję, że tym razem wszystko się uda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *